O tym, że w Poznaniu w drugiej połowie sierpnia 2025 roku wydarzy się zupełnie
nowy trzydniowy festiwal z międzynarodowym line-upem wiedzieliśmy już od
kwietnia tego roku. W końcu po kilku miesiącach organizator tej imprezy, firma
Good Taste Production, uchylił rąbka tajemnic i przedstawił pierwsze konkrety!
Właściwie o tej imprezie do tej pory nie wiedzieliśmy nic, poza tym, że w
dniach 14-16 sierpnia przejęty zostanie poznański Park Cytadela, a
organizatorzy zamierzają wypełnić sierpniową luką w kontekście mainstreamowych
festiwali z międzynarodowym składem, zwłaszcza po tym, jak w 2023 upadł (i ku
szczęściu całej branży z kolan, mimo zapowiedzi, nie potrafi powstać) Fest
Festival, a ze swoimi problemami boryka się także Kraków Live Festival, który
od dwóch lat istnieje w zawieszeniu i Alter Art wydaje się nie mieć pomysłu na
wskrzeszenie tego wydarzenia. Z zamiarem stworzenia nowego festiwalu Good Taste
Production nosił się od dawna i teraz w końcu nadszedł ten odpowiedni czas
dla ich debiutu przy organizacji tak dużego eventu. Przez ostatnie miesiące
materiały pojawiające się na social mediach BitterSweet Festival subtelnie
zapowiadały, że organizatorzy popłyną w kierunku takiego słodko-gorzkiego,
nostalgicznego klimatu muzycznego i dzisiejsze, wyczekiwane (choć może nieco nawet
zbyt napompowane) ogłoszenie właściwie to potwierdza.
Analizując line-upy przyszłorocznych, sierpniowych festiwali w Europie
rzuciłem wczoraj we wpisie na FB całą paletę potencjalnych nazwisk artystów i
nazw zespołów, w pierwszej kolejności nieprzypadkowo wymieniając właśnie
ogłoszoną pierwszą headlinerkę: Nelly Furtado! Biorąc pod uwagę całą
otoczkę, jaką wokół tej nowej marki tworzyli twórcy, obecność Nelly wydawała
mi się bardzo racjonalna, zwłaszcza po tym, jak została ogłoszona na Sziget
Festival. No i stało się! Nelly powróci do Polski po piętnastu latach od jej
poprzedniego koncertu w Polsce na Orange Warsaw Festival 2010. Będzie to
zarazem jej druga wizyta w Poznaniu. Ta w 2008 roku była dość pechowa, bo jej
koncert został wówczas przerwany przez gwałtowną burzę i przełożony na dzień
późniejszy. Oby tym razem ikoniczna kanadyjska piosenkarka przywiozła ze sobą
spokojniejszą i iście letnią aurę. Oceniam to ogłoszenie bardzo pozytywnie. Z
perspektywy typowego millenialsa 30+ będzie to nawet dla mnie spełnienie
niewypowiedzianego głośno nigdy marzenia z gimnazjalno-licealnych czasów. No
kto się wówczas nie zasłuchiwał w takich bangerach, jak "I'm Like A Bird",
"Maneater", "Promiscous", "Say It Right", czy też "All Good Things (Come To
End)"? Ba, odpaliłem dziś po południu album "Loose" i jakże on pięknie opiera
się upływowi czasu. Nelly co prawda wróciła w tym roku z nowym albumem "7",
ale ta premiera nie została entuzjastycznie przyjęta przez krytyków i fanów.
Sam ją szczerze pominąłem w odsłuchach, więc nie będę oceniał. No ale bądźmy
też szczerzy, wszyscy pod sceną będą przede wszystkim wyczekiwać tych
ponadczasowych przebojów sprzed lat! A biorąc pod uwagę, że moda na
tamte dwutysięczne czasy wraca (to właściwie nieustanny cykl w kulturze), to z
pewnością koncert zgromadzi międzypokoleniową publiczność. Oby tylko Nelly
była w świetnej formie scenicznej. Nagrania z tegorocznych występów dają ku
temu nadzieję.
Okej, a pozostałe ogłoszenia? No przyznam, że te kolejne nazwy wzbudzają we
mnie nieco mniej ekscytacji, choć ten powrót po latach Hurts całkiem
cieszy. Nigdy nie miałem okazji posłuchać ich na żywo, więc oni też za sprawą
choćby przeboju "Wonderful Life!" zapewnią miły odpływ w nostalgiczną
przeszłość. Ella Eyre z pewnością zapewni odpowiedni, energiczny, letni
vibe i cieszy fakt, że szykuje się do wydania drugiego albumu, bo jednak w
ostatnich latach trochę gdzieś ta artystka nam zaginęła.
Rag’n’Bone Man w Polsce jeszcze nie miał okazji prezentować się
szerszej, festiwalowej publiczności (dotychczas dwa klubowe koncert w
Warszawie, z czego ostatni w 2018 roku). Widziałem gościa podczas Colours Of
Ostrava w 2019 roku – niewątpliwie posiada głos jak dzwon, ale wówczas jego
występ niekoniecznie mnie porwał, ale byłbym skłonny dać mu drugą szansę.
Ogłoszenie dj setu Melanie C (też symboliczna, nostalgiczna obecność)
oraz występu bośniacko-szwedzkiego DJ-a i producenta muzycznego
Salvatore Ganacciego jasno sugeruje, że częściowym targetem tego
festiwalu będą też fani muzyki elektronicznej. No i nie zabraknie też polskich
akcentów. Jako pierwszy został ogłoszony Jann, którego przedstawiać
chyba nie trzeba i z pewnością zadba o przypływ młodszej części
publiczności.
Przyznam szczerze, że oczekiwania wobec tego pierwszego ogłoszenia miałem
chyba większe. A przede wszystkim liczyłem na znacznie więcej nazw.
Przeglądając również komentarze na grupkach fanów innych rodzimych festiwali,
a także wymieniając się opiniami ze znajomymi koncertowymi freakami, wniosek
wysuwał się następujący: ceny karnetów w stosunku do otrzymanego skrawku
line-upu nie zachęcają. I póki co tym opus magnus dla wielu osób jest tylko
Nelly Furtado, stąd też dużo pytań pada już o jednodniowe bilety, które w
sprzedaży mają się pojawić później. I to jest z pewnością pewne wyzwanie,
przed którym stoją organizatorzy. Czy mają takie asy w rękawie, które będą w
stanie zmienić nasze nastawienie i zachęcić do udziału w całym festiwalu?
Osobiście po tym ogłoszeniu nieco zniżyłem poprzeczkę oczekiwań, choć z
nadzieją wciąż liczę na kilka ciekawych nazw, które pojawiają się na
europejskich festiwalach i wpisałby się w ten proponowany przez BitterSweet
klimat. Szczególnie wierzę, że organizatorzy zadbają też o fanów nieco
bardziej alternatywnego i gitarowego grania, bo na dzień dzisiejszy ten
line-up wydaje się bardziej skierowany w stronę miłośników szeroko pojętego
popu i elektroniki, ale nie wydawajmy zawczasu osądów. Jeszcze sporo kart do
odkrycia przed nami. Choć po prawdzie zapowiadana liczba ponad 40 artystów w
ciągu trzech dni, występujących na trzech scenach też nie prezentuje się iście
imponująco. Ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że wejście na rynek z
nową festiwalową markę przy wszystkich obecnych okolicznościach to jest
ogromne wyzwanie, więc wystawiam organizatorom kredyt zaufania. Od miesięcy
narzekałem, że brakuje w Polsce dużego międzynarodowego festiwalu w drugiej
połowie wakacji, więc teraz pozostaje mi tylko trzymać kciuki, by
organizatorzy miło zaskakiwali nas kolejnymi ogłoszeniami i by ta pierwsza
edycja BitterSweet Festival koniec końców okazała się sukcesem, a sam festiwal
na stałe wpisał się w festiwalowy kalendarz. Czas pokaże!
PS A o kim tak obecnie realnie marzę w kontekście kolejnych ogłoszeń?
Khruangbin, Snow Patrol, Vampire Weekend, London Grammar, Blossoms, Wet Leg,
The Last Dinner Party, Suki Waterhouse, Bloc Party, Royel Otis, Lola Young,
Noga Erez, Sigrid, Kasabian, CMAT, Basement Jaxx, Kaiser Chiefs, Shaggy i
szczególnie wierzę od dziś w Sophie Ellis-Bextor! Jak trafię 1/3 z tych
nazw to będę usatysfakcjonowany ;)
PS 2 Więcej informacji o festiwalu, a także bilety znajdziecie na oficjalnej
stronie wydarzenia
bittersweetfestival.pl
Sylwester Zarębski
Podróże Muzyzczne
11.12.2024