Podróże Muzyczne relacjonują: Terrific Sunday w Toruniu, Kombinat Kultury, 29.03.2025!

/
0 Comments
Relacja z koncertu Terrific Sunday w Toruniu, Kombinat Kultury, 29.03.2025!
 

 Podróże Muzyczne relacjonują: Terrific Sunday w Toruniu, Kombinat Kultury, 29.03.2025!

 

Gdy 21 stycznia Terrific Sunday na swoich social mediach poinformowali, że kończą działalność i ruszają w ostatnią klubową trasę koncertową, moje serce w pierwszej chwili gorzko załkało. Później pojawiła się głębsza refleksja i złość wobec współczesnych realiów branży muzycznej. Panowie z poznańskiego zespołu powrócili w zeszłym roku po kilkuletniej przerwie z naprawdę wspaniałym  albumem "Wzloty Bez Upadków", który jawił mi się nawet jako jeden z tych najlepszych rodzimych gitarowych materiałów ostatnich lat. Kapitalne połączenie ich miłości do indie-rocka z gitarową alternatywą, zahaczającą nawet delikatnie o awangardowe wpływy. Plus do tego świetne, nostalgiczne polskie teksty. To nie miało prawa się nie udać. A jednak nie zaiskrzyło i ten zacny materiał nie zdołał się przebić w muzycznym eterze i zaistnieć w szerszej świadomości polskich odbiorców muzycznej alternatywy. Piotr Kołodyński (wokal, gitara), Stefan Czerwiński (gitara, syntezatory) oraz Artur Chołoniewski (perkusja) rzucili zatem po dwunastu latach biały ręcznik na ring, aczkolwiek ja chyba ciągle z tym faktem się nie pogodziłem, mimo iż szanuję decyzję. I przede wszystkim dziękuję za te wszystkie lata działalności. Wszak Terrific Sunday byli moim pierwszym ulubionym indie-rockowym zespołem made in poland. Dostarczyli mi przez lata mnóstwo muzycznych i koncertowych pięknych czasów, które będę wspominać! Od występu w 2014 roku na Scenie Dworcowej Open'era, po dwa występy w toruńskiej Od Nowie (kameralny w 2016 roku i support przed Happysad w 2017), triumfalny Main Stage na Opku w 2016, namiot na Orange Warsaw Festival w 2019 i teraz ten, słodko-gorzki ostatni klubowy koncert w toruńskim Kombinacie Kultury. Bo oczywiście nie mogło mnie zabraknąć na tym pożegnalnym koncercie! Zwłaszcza że granym w bliskim memu sercu Grodzie Kopernika!


Nie ukrywam, że miałem trochę obawy, czy ten występ w Toruniu nie okaże się dosłowną stypą. Terrific Sunday wszak mieli już w zeszłym roku tu zaplanowany występ, który ostatecznie nie doszedł do skutku ze względu na marną sprzedaż biletów. Na szczęście tym razem było inaczej. Jasne, to nadal był najskromniejszy frekwencyjnie koncert na tej trasie chłopaków, ale okoliczności (sobota oraz ten naprawdę ostatni z ostatnich klubowych) sprawiły, że do Torunia zjechało także sporo zagorzałych fanów zespołu z innych regionów Polski i ostatecznie udało się wytworzyć w Kombinacie Kultury atmosferę godną określenia Grande Finale! Wykonane na wstępie, zanurzone w głęboko w nostalgii i melancholii "Wyjeżdżam" jeszcze nie pobudziło nas w tej uśpionej energii, ale już zagrane w drugiej kolejności "Antylopy & Lwy" z miejsca porwały do głośnych śpiewów i żywiołowych podskoków pod sceną! No i ja również dałem się ponieść tej zaraźliwej energii publiczności (co ciekawe, pod samą sceną chyba nawet nieco zawyżałem średnią wieku). Ba, dawno tak nie rozluźniłem ciała w tanecznych pozach na gitarowym koncercie! Zagranymi dalej z debiutu kompozycjami "Another Slowly Leaves" i "Sold My Soul" z debiutanckiej płyty "Strangers, Lovers" poznańskie trio zaczęło przypominać mi, dlaczego dekadę temu to takie indie-rockowe granie dominowało w mym muzycznym guście. Choć te utwory stanowiły dopiero rozgrzewkę przed prawdziwymi nostalgicznymi bangerami. Ale zanim do nich dotarliśmy, otrzymaliśmy jeszcze fragment złożony z trzech idealnie dopasowanych do siebie premierowych kawałków. "Klucz Ptaków", "Niebo" i "Dalej (Idę z Tobą)" przenosiły w horyzontalne, tęskne, marzycielskie przestworza. Na wyróżnienie zasługuje szczególnie ten środkowy song, który w drugiej części został niezwykle emocjonalnie, na odkręconym totalnie gardle odśpiewany przez Piotra. Wstrząsający gitarowy poryw w finale "Dalej (Idę z Tobą)" również niczego sobie! Następnie przyszła pora na skromną tego wieczoru reprezentację drugiego albumu. Usłyszeliśmy oczywiście pierwsze polskojęzyczne single w dorobku Terrific Sunday: tytułową "Młodość" i "Bałtyk". Przyznam szczerze, że w momencie wypuszczania tych singli nie byłem szczerze do nich i do śpiewu Piotra w naszym rodzimym języku przekonany, ale teraz po latach i zwłaszcza po tych wykonach w Toruniu czuję, że te utwory zostały u mnie odczarowane! Wręcz kapitalnie wypadły na żywo, potęgując wśród nas pragnienie przetestowania możliwości swoich gardeł. "Bałtyk" był już tak żarliwie wyśpiewywany, że Piotrek pozwolił sobie na odpoczynek i skierował statyw mikrofonu w naszą stronę! Wycieczka w stronę tego materiału zakończyła się już anglojęzyczną i bezpardonowo wykonaną "Dioramą". Pomiędzy tymi utworami panowie wpletli jeszcze utrzymaną w bardziej balladowym tonie, kołyszącą kompozycję "Get Lost" z debiutu. Podobnym nastrojowym klimatem otoczyła nas kilka chwil później jeszcze piosenka "Wallpers", ale już pozostałe wybory z pierwszego longplaya to były indie petardy! Perfekcyjnie i żwawo pędząca gitarka we wczesnofoals'owym stylu w "Streets Of Love", mknąca na złamanie karku finałowa część "Petty Fame", no i absolutne klasyki: "Bombs Away" z atomową energią oraz podręcznikowe indie – "In My Arms"! No moje ciało totalnie wiło się w euforii przy tych kawałkach! W ten zestaw świetnie została wciśnięta świeżynka w postaci dynamicznego "Mów tak", który po tym wykonaniu wspiął się w rankingu moich faworytów ze "Wzlotów Bez Upadku", a także nie zabrakło archiwalnego rarytasu w postaci odkopanego, łączącego cięższe gitarowe brzmienie zwrotek z nagłym dynamicznie przyspieszonym i falsetowym refrenem "The Strangers Lovers" z pierwszej EP-ki wydanej w maju 2013 roku. No i ten symboliczny finał z tytułową kompozycją "Wzloty Bez Upadków" i outrem "Upadku" (to słowo zdobiło zresztą bęben główny)...  Przy padających wersach To są te piękne czasy, które będę wspominać mignęły mi przebłyski z wszystkich koncertowych spotkań z Terrific Sunday i zakręciła się łezka w oku. Dzięki Toruń, dzięki Polska! – krzyknął w pewnym momencie Kołodyński. Wtedy ze zdwojoną siłą uderzyła w nas świadomość, że ta przygoda doprawdy dobiega końca...  
 
Mimo tego wszechogarniającego w finale smutku, cały ten energiczny występ chłopaków zaoferował dopływ potężnego ładunku endorfin! Grali tak, jakby jutra nie miało być! Piotr swoją sceniczną ekspresją i charyzmą kradł scenę, Stefan otoczony syntezatorami i klawiszami przede wszystkim w skupieniu i zarazem w zatraceniu rzeźbił finezyjne gitarowe melodie, a Artur z charakterystycznym swoim luzem wymiatał za bębnami. Trio w szczytowej formie! Mimo okoliczności uśmiech gościł często na twarzach chłopaków (to zasługa również zaangażowanej publiki), nie zabrakło anegdot, wspominek, interakcji z fanami, a po koncercie śmiało można było do nich podbić, zdobyć autograf, zrobić pamiątkową fotę... No ja następnego dnia musiałem dobrze rozmasować swój kark i rozchodzić zakwasy w łydkach, bo doprawdy zatraciłem się zdrowo w tańcu i w tej gitarowej nostalgii! Jeszcze raz dziękuję chłopakom za ten indie-rockowy last dance! Chociaż... Terrific Sunday mają jeszcze w planach plenerowe występy, więc kto wie... Apeluję, byście nie przegapili tych szans! I koniec końców wierzę, że jeszcze kiedyś panowie i muzyczny świat zatęskni za tym projektem, a tymczasem z pewnością jeszcze nie raz moje ścieżki będą się Piotrem, Stefanem i Arturem krzyżowały przy okazji innych projektów. 
 
Dzięki za wszystko Terrific Sunday! 

PS Nagrania z koncertu znajdziecie w wyróżnionych relacjach stories na moim Instagramie.
 
 
 
Sylwester Zarębski
Podróże Muzyczne 
01.04.2025
 


Polecane

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.